
Potwierdziły się przewidywania analityków odnośnie wpływu „jaśminowej rewolucji” na pozostałe państwa arabskie. Protesty przeciw wieloletniej autorytarnej władzy się rozprzestrzeniają. „Syndrom Tunezji” powoli obejmuje kolejne społeczeństwa w regionie. Egipt już kipi, a Sudan, Jemen i Algieria zaczynają wrzeć. Co będzie dalej? Czy szykuje się panarabskie powstanie?
Prezydent Egiptu jeszcze niedawno bagatelizował wagę wydarzeń w Tunezji, pozostawiając je w zasadzie bez komentarza. Dziś sam musi się zmagać z falą protestów, która obiła się o jego kraj. Demonstranci wyszli na ulice. Jednak najwidoczniej Hosni Mubarak nadal nie przyjmuje do wiadomości zmian, jakie niesie z sobą nowa rzeczywistość, próbując rozpaczliwie utrzymać stary porządek. Kontrolowane przez państwo media starały się zmniejszyć zasięg niepokojów społecznych, nie zdając relacji z antyrządowych demonstracji. Jednak milczenie mediów nie powstrzymało dalszych manifestacji.
Krótkie cięcie
25 stycznia został oznaczony jako dzień gniewu i lawinowych protestów. Rząd egipski by zapobiec sytuacji ,jaka miała miejsce w Tunezji, wydał walkę nawet Internetowi podejmując dość kontrowersyjną decyzję o wyłączeniu serwerów DNS. Zniknięcie całego kraju z sieci porównywane jest do medialnego samobójstwa. Jeszcze nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. Nawet komunistyczne władze Korei Północnej nie odważyły się na taki krok. Owszem zdarzyły się blokady na niektóre serwisy informacyjne podczas niepokojów społecznych (chociażby we wspomnianej Korei , a także w Chinach, Iranie, Tajlandii, czy Tunezji), ale jeszcze nikt wcześniej nie miał odwagi wyjąć z gniazdka przewodu odpowiedzialnego za sieć internetową całego kraju. Blokada objęła także sieci komórkowe – na obszarze rzeki Nil uniemożliwiono korzystanie z usługi krótkich wiadomości tekstowych. Warto sobie uzmysłowić, że Egipt małym krajem nie jest, a jego populacja dwukrotnie przewyższą polską. Krok Hosni Mubaraka dobrze pokazuje desperację władz w walce o utrzymanie się przy sterze.
Hosni Munarak – człowiek zdesperowany
Mubarak jest już starszym panem (83 lata), lecz trudno byłoby go nazwać „miłym starszym panem”. Władzę objął przed trzydziestoma latami , tuż po zamachu na poprzedniego prezydenta, Anwara Sadata w 1981 roku. Wcześniej w rządzie Sadaty zasiadał na stanowisku wiceprezydenta. Jego pierwszą decyzją po objęciu urzędu prezydenta było wprowadzenie stanu wojennego, który trwa do dzisiaj. Fakt ten jest wykorzystywane przez władze do zwalczania opozycji , na której czele stoi przede wszystkim Bractwo Muzułmańskie.
Sytuacja społeczno – ekonomiczna Egipcjan
Rosnące ceny, rekordowo wysoki poziom bezrobocia to główne przyczyny niezadowoleń społecznych, które zaczęły się od 2007 roku. Od tego czasu rząd ma pełne ręce roboty, próbując stłumić niepokoje wśród swoich obywateli. Jednak w obietnice wzrostu gospodarczego i jasną przyszłość nikt już nie wierzy.
Tymczasem ludność kraju osiąga 74 miliony i wciąż rośnie. Egipcjanie uświadamiają sobie, że żyją w systemie politycznym, który nie jest w stanie zaspokoić ich nawet najbardziej podstawowych potrzeb.
Na poziom frustracji społecznej wpływa też fakt, że jakiekolwiek próby protestów spotykają się z użyciem siły ze strony władz.
Pomoc z zewnątrz
W niedzielę w szóstym dniu masowych protestów przeciwko reżimowi, Stany Zjednoczone po raz pierwszy zabrały głos w sprawie egipskiej rewolucji. Po raz pierwszy też sytuację w Egipcie nazwał „zorganizowaną drogą do demokracji" upoważniony laureat Nagrody Nobla Mohammad Al Baradei.
"Chcę, aby Egipcjanie mieli szansę na kształtowanie nowej przyszłości" - mówiła w niedzielę Sekretarz Stanu USA Hillary Clinton. Jej komentarze zostały wygłoszone odnośnie wielotysięcznych demonstracji, które wymogły ustępstwa prezydenta Hosniego Mubaraka w sprawie mianowania szefa wywiadu Omara Sulaimanna na wiceprezydenta.
Zmiana pozycji
"To nie jest pytanie, kto zachowuje władzę. ... Lecz to, jak będziemy reagować na uzasadnione potrzeby i żale wyrażone przez naród egipski i wytyczanie przez niego nowych dróg," – komentowała wydarzenie Clinton, co było widoczną zmianą stanowiska amerykańskiego, które w pierwszych dniach masowych protestów unikało krytyki Mubaraka.
Tymczasem koalicja ugrupowań opozycyjnych, w tym Bractwo Muzułmańskie, wydała oświadczenie (z prośbą Al Baradei) na utworzenia rządu tymczasowego. "Jeżeli lud egipski chce, żebym posłużył jako most od systemu autorytarnego do demokracji, nie pozwolę im zlecieć w dół" powiedział Al Baradei, dodając, że Mubarak będzie musiał opuścić kraj "w ciągu kilku dni".
Represje
Ponad 10 osób zginęło tylko w ostatnich starciach powiększając liczbę ofiar rewolucji już do około 159 osób (dane różnią w zależności od doniesień mediów). Napięta sytuacja społeczna, że większość obcokrajowców jak najszybciej chce opuścić Egipt. Lotnisko w Kairze jest zalana turystami uciekającymi z kraju.
Zakazano również dyrekcji egipskiej stacji telewizyjnej Al Jazeery nadawania relacji telewizyjnych z demonstracji. Reakcją medium na restrykcje egipskich władz było oficjalne oświadczenie - "Al Jazeera widzi to jako akt mający na celu stłumienie i powstrzymanie wolności relacjonowania przez stację i jej dziennikarzy".
Aneta Gajak
Źródło: english.aljazeera.net,gulfnews.com, pl.wikipedia.org
Zdjęcie: pl.wikipedia.org

